audio audioduration (s) 10 20 | transcription stringlengths 36 440 |
|---|---|
szum mnoży w skałach okolicznych staje się rzeką a w gwałtownym pędzie pieni się huczy i zżyma w bałwany tym sroższy w biegu im dłużej wstrzymany | |
lecą sandały i trepki i pasy wrzawa powszechna przeraża i głuszy zdrętwiał hyacynt na takie hałasy chciałby uniknąć bitwy z całej duszy a przeklinając nieszczęśliwe czasy resztę kaptura nasadził na uszy | |
okoliczność złego jest gatunku nie chcę ja żebym pochlebstwem wykroczył rozruch dzisiejszy smutne wieści głosi wiem ja ojcowie na co się zanosi | |
ojciec doktor czułość swego słuchu wstał i widokiem swym ojców uraczył i co się rzadko w zgromadzeniu zdarza pędem niezwykłym wpadł do | |
tym było stanie rozkoszne siedlisko świętych próżniaków ach losie zdradliwy ty co z niewczesnych odmian masz igrzysko i nieszczęść ludzkich jesteś tylko chciwy | |
jeśli się xiążek nudzicie zabawą jeśliście szkole nie dali rozbratu nam na zwycięstwo a wam za pokutę plac wyznaczamy prosim na dysputę trzykroć odkaszlnął uśmiechnął dwa razy piękny hyacynt nim zaczął przemowę | |
tak kiedy jowisz poprzedniczym grzmotem i rażącemi błyski świat uciska trzęsie się atlas okropnym łoskotem jęczą pieczary i etny łożyska pełne cyklopów pod hartownym młotem grom się rozżarza i iskrami pryska | |
w przegranej będzie ukaranie będzie pokuta kiedy tego chcecie nie zna zazdrości kto przestał na swoim pochlebstw nie chcemy a gróźb się nie boim | |
kto zwierzchnie sądzi pewnie się oszuka nie złość nie zemsta te nam chęci zdarza równego dzielność pragnie adwersarza skończył natychmiast filozowskiej szkoły wyborne punkta do wybrania daje | |
wojna powszechna jak zabieżeć złemu w kącie z proboszczem wicesgerent radzą a chcąc usłużyć dobru powszechnemu doktora tamże do siebie prowadzą | |
wstrzęsła pochodnie natychmiast siarczyste iskry na dachy i wieże wypadły wskróś przebijają gmachy rozłożyste już się w zakąty najciaśniejsze wkradły a gdzie milczenie bywało wieczyste wszczyna się rozruch i odgłos zajadły | |
zły to dzień będzie w nieszczęścia zamożny tak los chciał nic tu roztropność nie nada trudno przeciwne kazusy odegnać trzeba się z fórtą kochaną pożegnać rzekł i zapłakał | |
pasą się oczy wspaniałym widokiem już zapomnieli o bitwie i radzie wtem ojciec kasper leci szybkim krokiem oko podbite świadczy że był w zwadzie | |
już wschodzącego słońca pierwsze zorze opowiadały wrzaskliwe grzegotki już się krzątali bracia po klasztorze już koło fórty stękały dewotki już ojciec rajmund w pierwiastkowej porze wychodził słuchać świętobliwe plotki gdy myśląc kto wie czy o panu bogu zgubił pantofel i upadł na progu | |
rzadki darze przedziwnej wymowy któż ci się oprzeć któż sprzeciwić zdoła tak łagodnemi zniewolony słowy wziął doktor kubek w pocie swego czoła łyknął dla zdrowia posiłek gotowy lecz żeby jeszcze myśl przyszła wesoła w świętym orszaku w gronie miłych dzieci | |
a pewien że względy uprosi płynie pod wielkiem hasłem głosząc światu żeś ty jest perłą konchy perypatu słońce co światłość znikłą wydobywa planety które różne chwile dzielą | |
znam ja ich dobrze zna ich brat antoni pijemy dobrze ale lepiej oni już dziewięć głosów było w różnem zdaniu gdy kolej przyszła na elizeusza | |
złem zwyczajnie idzie większość głosów kreski wojenne znagła powiększone wszyscy niepewnych chcą probować losów i na powszechną gotują obronę starych uwagi zgłuszył wrzask młokosów nie słyszą dzwonów na sextę i nonę | |
śmiech niekiedy może być nauką kiedy się z przywar nie z osób natrząsa i żart dowcipną przyprawiony sztuką zbawienny kiedy szczypie a nie kąsa i krytyk zda się kiedy nie z przynuką | |
porzuć te wróżki straszydła dla dzieci rzekł rafał prosi przyjaciółka nasza zwycięż tę słabość odwagą wspaniałą śmiałym się zawsze najlepiej udało | |
święta prostoto ach któż cię wychwali wiekuj szczęśliwie ale mówmy dalj bajki pisali o dawnym saturnie ci co za niego tworzyli wiek złoty | |
czytaj i pozwól niech czytają twoi niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje żaden nagany sobie nie przyswoi nikt się nie zgorszy mam pewną nadzieję prawdziwa cnota krytyk się nie boi niechaj występek | |
był tam brat alfons lat temu trzydzieści i z starych xiążek poodzierał wieka kto wie może się co znajdzie do rzeczy i słaby oręż czasem ubezpieczy | |
tak gdy z wierzchołka alpów niebotycznych mały się strumyk sącząc wydobędzie wzmaga się coraz w spadaniach rozlicznych już brzeg podrywa już go słychać wszędzie | |
to rajmund ozdoba karmelu widzi w tryumfie syna dominika wyjeżdża na harc i wpada wśród wielu godnego siebie szuka przeciwnika rafał z nim obok ratuj przyjacielu rzekł seraficzna w tym punkcie kronika padła nań z góry legł i ręką kiwnął | |
porwał się rajmund lecz jak groźne wały nadbrzeżna skała nazad w morze wpycha stanął u progu napoły zmartwiały sili się wyniść jęczy płacze wzdycha | |
kiwnął dwa razy jęknął cztery razy ziwnął zapłakał rafał a mądry po szkodzie wtenczas błąd poznał że wróżkom nie wierzył dotrzymał jednak kroku na odwodzie a gdy gaudenty na niego się mierzył z mokrem kropidłem w poświęconej wodzie oczy mu zalał trzonkiem w łeb uderzył | |
słodzisz frasunki uśmierzasz tęsknice w tobie pociecha w tobie zysk gotowy byle cię można znaleźć byle kupić nie żal skosztować nie żal się i upić | |
już ojciec błażej coś szeptał pod nosem już stary ojciec elizeusz drzymał już i niektórzy znudzeni odeszli biało kapturni gdy posłowie weszli | |
rafał od piotra piotr od świętej klary zeszło się ojców więcej niż trzydzieści starzy i młodzi rumiani wybledli wszyscy swe miejsca porządkiem zasiedli | |
padł i mecenas z krzesłem przewrócony definitora za kaptur zahaczył łukasz raniony zwinął się w trzy kłęby stracił kleofas ostatnie dwa zęby | |
chciał już gaudenty ukarać tę śmiałość już się zamierzał lecz go kompan wstrzymał a miękcząc srogą umysłu zuchwałość gdy postrzegł że się coraz bardziej zżymał żeby utrzymać poselstwa wspaniałość wypchnął go za drzwi a sam się zatrzymał | |
wulkan je nagli a z swego warstatu razwraz pociskiem strasznym grozi światu o miejsce niegdyś szczęśliwe prostotą jakaż trwożliwość z gruntu cię odmienia | |
widzi że skromność już nie ubezpieczy więc dzielny w męztwo w oddawaniu hojny jak się zawinął i z boku i z góry za jednym razem urwał dwa kaptury | |
co równie się znudził bryknął jak rzeźki rumak na poboczy morfeusz patrząc na dzieci kochane siał słodkie spania i sny pożądane | |
wierne swemu powołaniu braty byli posłuszni na jego skinienia jako się wszystkie zamknęły komnaty jako się postać klasztorna odmienia ustał brzęk kuflów i radość obfita nawet gaudenty w rubryceli czyta | |
gniewliwych ojców pozdrowiwszy wdzięcznie wymknął się z cicha dopadł fórty zręcznie nowa przyczyna w karmelu do rady ojciec makary nie życzy wojować | |
komnaty jużto ostatnia pieśń mili ojcowie miejcie cierpliwość czekajcie do końca jeśli czujecie niesmak w przykrej mowie znalazł się krytyk znajdzie się obrońca | |
na takie hasło niewdzięcznej mozoły rozruch się wzmaga mruczenie powstaje gaudenty na to walecznie wesoły strzela oczyma gdy giesty nie łaje wtem ojciec przeor co najwyżej siedział tak na poselstwo obu odpowiedział | |
tyś naród z kuflów szklanic beczek złupił bodajeś w życiu nigdy się nie upił trzeba się uczyć wiem z dawnej powieści że tu w klasztorze jest biblioteka gdzieś tam pod strychem podobno się mieści i dawno swego otworzenia czeka | |
ja radzę żeby tę niezgodę zmazać trzeba się wcześnie a dobrze pokwapić niech z nami piją a wtenczas ukazać potrafim światu o ich własnej szkodzie co może dzielność w największej przygodzie | |
wtem brat kleofas na obiad zadzwonił wypadli wszyscy jakby ich kto gonił | |
umbra lemma znamienite wiem bom to czytał w uczonym tostacie po ciemnej nocy że jasny dzień wschodzi na godnym kiedy cnota majestacie siędzie o szczęściu wątpić się nie godzi | |
były trzy karczmy bram cztery ułomki klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki w tej zawołanej ziemiańskiej stolicy wielebne głupstwo od wieków siedziało pod starożytnem schronieniem świątnicy prawych czcicielów swoich utuczało zbiegał się wierny lud a w okolicy wszystko odgłosem uwielbienia brzmiało | |
sąsiad uprzejmy raczył go nawiedzić ojciec to rafał od bożego ciała rafał towarzysz niewinnych radości równego góra karmelu nie miała w rubasznych wdziękach hożej uprzejmości | |
nie wszystko złoto co się świeci z góry ani ten śmiały co się zwierzchnie sroży zewnętrzna postać nie czyni natury serce nie odzież ośmiela lub trwoży | |
siadł strząsnął mycką kaptura poprawił i tak wspaniałe wyroki objawił bracia najmilsi ach cóż się to dzieje cóżto za rozruch u nas niesłychany czy do piwnicy wkradli się złodzieje czy wyschły kufle gąsiory i dzbany | |
siostr zakonnych pierwszy po doktorze kształtny wysmukły hoży okazały posuwistemi kroki po klasztorze płynął zefiry z kapturem | |
co wskórał dobra zakonu miłośny i to czas zakrył więc dziejów ostatki gdy każe umysł natchnieniu posłuszny piszmy jak możem na pożytek duszny piszmy jak doktor wróciwszy od kraty zwołał najpierwsze głowy zgromadzenia | |
i kotły stłumiły odgłos i wrzawę przygniotły zdrętwieli wszyscy na takowe hasło już i mecenas z krzesła się był ruszył wtem natężywszy figurę opasłą gdy o dyspucie nikt dobrze nie tuszył dwóch jubilatów tak okrutnie wrzasło że się i kotłów i trąb dźwięk zagłuszył | |
zagrzany duchem pokory chwalebnym wypił brat resztę po ojcu wielebnym wdzięczna miłości kochanej szklanice czuje cię każdy i słaby i zdrowy dla ciebie miłe są ciemne piwnice dla ciebie znośna duszność i ból głowy | |
złoty z góry zły przykład idzie w każdej stronie z góry naszego nieszczęścia przyczyna o ty na polskim co osiadłszy tronie wzgardziłeś miodem i nie lubisz wina cierpisz pijaństwo że w ostatnim zgonie z ciebie gust xiążek a piwnic ruina | |
razem wśród rady obadwa stanęli i tak poselstwo sprawować zaczęli naprzód gaudenty pozdrowiwszy żwawo ojcowie rzecze czas pokazać światu kto ma z nas lepsze do nauki prawo czyjego dzieła lepsze są warstatu | |
że dobrze myślić o chlebie i wodzie bajali niegdyś mędrcy zapalczywi wierzył świat bajkom lecz mądry po szkodzie teraz się błędom poznanym przeciwi już wstrzemięzliwość nie jest teraz w modzie piją jak drudzy mędrcowie prawdziwi | |
doktor zwyczajnym tonem i wyrokiem iść z kuflem w bitwę za pierwszy punkt kładzie z pełnym rzekł prałat i tak rzecz wywodzi puhar ich wstrzyma a wino pogodzi | |
wlał w puhar czesław wlał i stęknął rozśmiał się w duchu prałat doktor jęknął idźcież szczęśliwie gdzie was sława niesie pokoju zgody i miłości dzieci idźcie w ciemnościach niech blask ukaże się chwała przed wami przodkuje i leci | |
skoro postrzegł jak się wydawała twarz przyjaciela w zbytniej troskliwości cieszy go naprzód w tak okropnej doli dalej ośmiela pytać co go boli | |
zazdrość od wieków na nas się oburza zgnębić niewinnych pragnie w tych krainach już jad z pokątnych kryjówek wynurza chce się sadowić na naszych ruinach od gór karmelu niebo się zachmurza równa zajadłość w augustyna synach i tym co zcicha działają nie wierzmy pókiśmy w siłach na wszystkich | |
już są u fórty ta stoi otworem zły znak w tym punkcie zdaleka postrzegli jako mecenas prałat wraz z doktorem na przywitanie szybkim krokiem biegli i | |
wiesz przyjacielu rzecze rajmund trwożny jako krok pierwszy resztą dzieła włada wyszedłem rano z izby nieostrożny zaraz się w progu zjawiła zawada | |
oko wyniosłe i postać i cera niezlęknionego były bohatera hyacynt drugi w dziecinnej wiek porze skromnie udatny pokornie wspaniały | |
cieszy się patrząc że stodoły pełne śmieje się pleban kontent z dziesięciny codzień odbiera nowiny pocieszne codzień rachuje wytyczne i meszne | |
wierzcie rzekł bracia zgrzybiałej siwiznie rzadko się płochość z ust starych wyśliznie od tylu czasów siedząc na urzędzie znam co są ludzie wiem co są zakony | |
ma świat z dziwactwa twego widowisko jęczy pod ciężkiem jarzmem człek cnotliwy mniejsza żeś państwa trony berła skruszył będziesz tak śmiałym żebyś kaptur | |
słysząc że odgłos coraz bardziej wzrastał porzuca wszystko bierze się do drogi darmo dewotka i płacze i prosi darmo brat czesław butelkę przynosi trzykroć się ku drzwiom alkierza potoczył trzykroć go miła ręka zatrzymała wyrwał się wreszcie i przez próg przeskoczył | |
pocóż się gniewać wszak astronomowie znalezli plamy nawet wpośród słońca w szyszaku w czapce w turbanie w kapturze wszyscyśmy jednej podlegli naturze | |
pierwszy gaudenty ów gaudenty sławny co wstępnym bojem chciał losu probować skrytych fortelów nieprzyjaciel jawny świadom swej mocy nie lubił próżnować a walecznemi dziełami zabawny ręką nie piórem umiał dokazować | |
gdyby nie puklerz distinguo dwuręczny ległby defendens na pierwszem spotkaniu nim się zastawił a w ujęciu zręczny nie bawiąc długo w reassumowaniu strzelił na odwrót pocisk niezbyt wdzięczny raził oppugnans w drugiem nabijaniu odstrzelił zasię z celarent jak z kuszy ale grot słaby poszedł mimo uszy | |
rumiana dzielność błyszczy się na twarzy tuman mądrości nad łbami się wznosi zazdrość i pycha zjadłe oczy żarzy jeden się tylko zakon nie wynosi pokorę świętą zachowując wszędzie siedli przy końcu jednakże nie w | |
powszechne zatem nastało milczenie przerwał go ojciec łukasz od trzech królów a nie rozwodząc się w słowach uczenie ani cytując szkotów i bartolów pocóż tak zbytne głowy zaprzątnienie zaczął od rzeczy hidaspów paktolów i wziąwszy stronę przeciwną na oko nabił argument i strzelił z | |
mróz rolą ścisnął śnieg osiadł na grzędzie zima posępna przyszła po jesieni wrzaski po karczmach radość słychać wszędzie trunek myśl rzeźwi i twarze rumieni | |
szli dalej żeby ten skarb uszanować dzwonnik z szafarzem ubrani przystojnie i krzysztof trębacz co w post i wielkanoc z kościelnej wieży trąbił na dobranoc | |
już się zdobywał na perorę nową doktor gdy postrzegł likwor przezroczysty wódka to była co ją zwą kminkową przy niej toruński piernik pozłocisty sucharki massą oblane cukrową dar przeoryszy niegdyś uroczysty zachęca przeor w urzędzie chwalebny racz się posilić ojcze przewielebny | |
gospodarz z domu do wiernej czeladzi na oglądanie roli swojej śpieszy małe wnuczęta za sobą prowadzi widok go zboża już weszłego cieszy niesie posiłek czeladź się gromadzi porzuca brony odbiega lemieszy kmotry śpiewają skaczą lud się mnoży pleban wesoły uznaje dar | |
czegoż nie dopnie animusz wspaniały przy pożądanej mecie ich postawił drzwi okowane posłów zatrzymały więc żeby długo żaden się nie bawił porwą za klamry | |
wchodzi eliasz od świętej barbary marek od świętej trójcy z nim się mieści jan od świętego piotra z alkantary hermenegildus od siedmiu boleści | |
co tam znalezli ukrył czas zazdrośny czas który niszczy nietrwałe dostatki mówmy więc teraz jak doktor żałośny poszedł na radę do wielebnej matki | |
czegoż się mili bracia obawiacie z nami jest ojciec doktor i dobrodzij dał szczęsne hasło orzeźwił swym wzrokiem cieszmy się pewnym fortuny wyrokiem | |
przyjmujem chętnie uczone wyzwanie stawim się w miejscu które mianujecie jeszcze nam siły na tę wojnę stanie jeszcze broń dobra której sprobujecie | |
bracia kochani wam to los nadarza posłano w zwiady z krawcem aptekarza między dzwonicą i fórcianym gmachem na starożytnej baszty rozwalinach laty spróchniały wiszący nad dachem był stary | |
wtem brat kanty leci panna dorota do fórty zaprasza nic nie rzekł rajmund poseł drugi trzeci jeden go łaje a drugi przeprasza | |
na takie hasło ojcowie co rzędem według godności i starszeństwa stali najprzyzwoitszym poruszeni względem wiwat chórowym tonem zawołali ojciec honorat najbliższy urzędem którego bracia wielce szanowali niegdyś promotor sławny różańcowy temi najpierwszy aplaudował słowy | |
ośmiela rafał mówca doskonały lecz darmo cieszy darmo się uśmicha widząc nakoniec bez skutku perory zwoływa starszych i | |
wkrada się zazdrość wkrada niechęć wszędzie i święty kaptur chociaż uwielbiony nigdy tak mocnym tak dzielnym nie będzie żeby człek pod nim był ubezpieczony choć w zacność mądrość każdy z was zamożny niech będzie czuły niech będzie ostrożny | |
ty którego żaden nie zrozumiał gdy w twoich pismach błąkał się jak w lesie o ty nad którym nie raz się świat zdumiał i dotąd sławi wielbi dziwuje się o ty coś głowy pozawracać umiał bądź pozdrowiony | |
znać z twarz powagę jak tatry przed burzą sławą zagrzane łysiny się kurzą powstali wszyscy póki nie usiędzie pan wicesgerent mecenas dysputy sławny to mędrzec i pilny w urzędzie wziął kunią szubę i czerwone bóty | |
co niegdyś w troi był posąg pallady co w rzymie wieczne westalskie ognisko tym był ten puhar czczony przez pradziady starożytności wdzięczne widowisko | |
właśnie natenczas ojciec przeor trwożny dla dobrej myśli resztę kufla dusił wchodzi w tym punkcie goniec nieostrożny porwał się ojciec i znagła zakrztusił już chciał ukarać lecz jako pobożny wypić za karę co było przymusił | |
nie twoja wina żeś głupich napłodził są to potomki nieprawego łoża jeśli się śmiejesz patrząc na te fraszki rzuć jeszcze okiem dla nowej igraszki schodzą się mędrcy i biali i szarzy czarni kafowi w trzewikach i bosi | |
wyjdziemy sławni z niesłusznej potwarzy zgnębim potwarców tak robili starzy rzekł i natychmiast doktor się obudził przeor odetchnął lektor przetarł oczy makary co się słuchaniem utrudził wymknął się cicho i ku celi toczy ojciec ildefons co | |
mówcie cóżkolwiek bądź srodze boleję trzeba wam pokój wrócić pożądany wtem się zakrztusił jęknął łzami zalał przeor tymczasem pełny kubek nalał | |
ta która nasze padoły przebiega i samem tylko nieszczęściem się pasie jędza niezgody co parysa zbiega znalazła niegdyś na górnym idasie słodki raj mnichów gdy w locie postrzega jęknęła w złości i zatrzymała się widząc fortunny los spokojnych mężów świsnęła żądły najeżonych wężów | |
o mili bracia gdybyście wiedzieli jakie to były niegdyś wasze przodki inaczej wtenczas niż teraz myśleli insze sposoby były insze środki lepiej się działo byliśmy weseli teraz nieczułe i gnuśne wyrodki albo zbyt trwożni albo zbyt zuchwali nie ważym rzeczy na roztropnej szali | |
tem świętem dziele wrzask je nagły zastał wrzask popędliwy okropny i srogi po wdzięcznej chwili czas ponury nastał piękny hyacynt pełen trosk i trwogi | |
miód dobry myślom żywości udziela wino strapione serca rozwesela dali to poznać ojcy przewielebne skoro jak mogli wyszli z refektarza wstępując w ślady swych przodków chwalebne pełni radości którą trunek zdarza znowu na radę poszli | |
xiążki nieszczęsne waszą zjadłe cnotą zamiast słodkiego z pracy odpocznienia płochej dysputy złudzeni ochotą dwa przewielebne cierpią zgromadzenia przemogła zazdrość zemsta duch spokojny bracia pokoju biorą się do wojny | |
raczył się napić raz drugi i trzeci jako po smutnej chwili która mroczy w pierwszem świtaniu rumieni się zorze uwiędłe ziołka wdzięczna rosa moczy i rzeźwi kwiatki w tak przyjemnej porze | |
wyjęto ze czcią z najpierwszej szuflady przytomni zatem skłonili się nisko i tę wieczystej załogę rozkoszy w obiedwie ręce wziął xiądz podkustoszy któż cię nad niego mógł lepiej piastować zacny puharze kto nosić dostojnie on jeden z tobą umiał dokazować on cię wart dźwigać w pokoju i | |
już się zbliżają ku miejscu strasznemu gdzie się zwaśnione mnichy potykają czynią plac wszyscy dzbanu poważnemu wszyscy ciekawie skutku wyglądają mężny nosiciel jednak po staremu myśli trwożliwe pokoju nie dają umysł wspaniały podłej trwodze przeczy orzeźwia dobro pospolitej rzeczy | |
moja więc rada wyzwać na dysputę tych co się nad nas gwałtownie wynoszą niech znają bronie jeszcze nie zepsute niechaj litości zwyciężeni proszą a za najsroższą hardości pokutę niech oni sami nasze laury głoszą |
End of preview. Expand
in Data Studio
README.md exists but content is empty.
- Downloads last month
- 38